czwartek, 2 stycznia 2020

 

W imię zemsty


Bernard Minier, Siostry, przeł. Monika Szewc-Osiecka, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2019, s. 360.

    Seria powieści kryminalnych francuskiego pisarza Bernarda Miniera z policjantem Martinem Servazem nie należy do przesadnie cenionych przez mnie, przede wszystkim dlatego że jest nierówna a poza tym autorowi zdarza się lubować w niepotrzebnie spiętrzanych brutalności i potworności. Po Siostry sięgnąłem jednak z ciekawością, bo jednym z głównych bohaterów powieści jest… poczytny autor kryminałów.
    Akcja powieści rozpięta jest pomiędzy rokiem 1988 a 2018. W roku 1993 w Tuluzie zamordowane zostają dwie młode studentki - a morderca skopiował scenę z kryminału Erika Langa. Policjanci, w tym zaczynający poważną karierę w policji Servaz, uważnie przyglądają się pisarzowi, jednak nie znajdują dowodów jego winy. Ćwierć wieku później ginie żona Langa i znowu w taki sposób, który autor wcześniej opisał w książce. Kto zabijał w 1993 i 2018 roku?
    Postać Langa nieco mnie zirytowała, bo Minier zrobił z niego bufona, na dodatek epatującego tanim demonizmem. Za to całkiem ciekawie w Siostrach przedstawiony został świat fanów pisarzy. Zmyślna w powieści jest intryga kryminalna zbudowana wokół motywu zemsty, w której pojawia się naprawdę zaskakujący twist (wprawdzie mało prawdopodobny, ale akurat to mi nie przeszkadzało). I na dokładkę Minier wykombinował niezwykle oryginalny patent na zabójstwo.
    Minier poprowadził fabułę Sióstr pewną ręką, stylistycznie nie zszedł z satysfakcjonującego mnie poziomu. Muszę jednak przyznać, że francuski pisarz drażnił mnie wprowadzanymi od czapy motywami proekologicznymi. Rozumiem, że globalna katastrofa klimatyczna majaczy na horyzoncie i trzeba na ten temat pisać. Może jednak niekoniecznie w każdej powieści i dowolnym miejscu.
    Najogólniej – średnia strefa lekturowych przyjemności.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza