czwartek, 18 kwietnia 2019


W starym stylu


Daniel Mason, Zimowy żołnierz, przeł. Katarzyna Karłowska, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań, s. 380.

    Rzekłbym, że Daniel Mason napisał powieść w starym stylu, co wcale nie znaczy że staroświecką, zarówno jeśli chodzi o tematykę, jak i sposób prowadzenia narracji. W powieści historyczno-obyczajowej Zimowy żołnierz amerykański autor pisze o I wojnie światowej, końcu świata belle epoque i postępującym upadku Cesarstwa Austro-Węgierskiego. I przedstawia historię młodego mężczyzny, który stara się pośród wojennego zamętu ocalić siebie (w równym stopniu samo życie, jak i coś, co nazwać by można duszą). Oczywiście, w tradycji literatury europejskiej był niegdyś cały nurt tego rodzaju utworów prozatorskich, szeroko rozlewający się szczególnie w krajach niegdyś należących do Cesarstwa. Obecny był także i w Polsce, by wspomnieć dla przykładu Lekcję martwego języka Andrzeja Kuśniewicza, obecnie pisarza u nas całkowicie zapomnianego. Już samo to że amerykański autor powraca w drugim dziesięcioleciu XXI wieku do tej tematyki, jest ciekawe i warte uwagi. Mason prowadzi narrację powieści niespiesznie, przesyca ją licznymi, rozbudowanymi opisami, enumeracjami charakterystycznymi dla tego rodzaju prozy, która przywracać ma pamięć o światach przemielonych przez historię. Momentami zdaje się, że dla autora większe znaczenie ma precyzyjne ukazywanie stanów emocjonalnych bohatera oraz tworzenie precyzyjnych opisów, niźli rozwijanie akcji. Czy to oznacza, że pisana w starym stylu powieść Masona jest skierowana głównie do czytelników, którzy lubują się w tego rodzaju prozie sprzed dziesięcioleci? Niekoniecznie, choćby dlatego że pisarz wprowadza do Zimowego żołnierza elementy prozy gatunkowej, a dokładniej romansu pomieszanego z „obyczajem”.
    Głównym bohaterem Zimowego żołnierza jest młody Lucjusz Krzelewski z polskiej, choć od dawna mieszkającej w Wiedniu, arystokratyczno-mieszczańskiej rodziny, której zamożność ufundowana jest na solidnych podstawach hut i kopalń. Lucjusz jest najmłodszym dzieckiem Krzelewskich, od dzieciństwa nieco „innym” - nieśmiałym, jąkającym się, a przy tym bezwolnym i nijakim. Właściwie jedyne co go interesuje to medycyna, którą studiuje z zapałem. Kiedy wybucha wojna, zaciąga się do wojska, mimo iż ma za sobą ledwie trzy lata studiów i o leczeniu, a szczególnie chirurgii wojskowej, wie tyle, ile wyczytał z podręczników. Trafia do małego szpitala polowego znajdującego się w karpackiej wiosce, z którego uciekł jedyny żyjący lekarz. Rządzi w nim siostra Margareta, która podręczników medycy nie czytała, za to jest świetna w amputowaniu kończyn. Pod jej okiem Lucjusz przechodzi praktyczny kurs medycyny, uczy się, jak pomagać rannym żołnierzom, zarówno tym, którzy mają widoczne rany, jak i cierpiącym psychicznie na „chorobę okopów”, czyli na to, co obecnie nazywamy zespołem stresu pourazowego. Trudno się dziwić, że współpraca Lucjusza z Margaretą sprawia, że młodzi ludzie zbliżają się do siebie. Bardzo.
    Lucjusz jest po trosze „człowiekiem bez właściwości”, by przywołać prozę Roberta Musila, bezwolnym, bezbarwnym, poddającym się wpływom innych, przede wszystkim despotycznej matki. Do tego stopnia że zgadza się na zaaranżowane przez rodzicielkę małżeństwo. Przez większość powieści – mam tu na myśli wątek wiedeński – głównie snuje się bez celu szarpany rozterkami. Momentami kreacja tego bohatera wydaje się niekonsekwentna, choć akurat mnie to nie przeszkadzało, bo w końcu Zimowy żołnierz jest także powieścią o dojrzewaniu, więc te niekonsekwencje mieszczą się w konwencji. Swoją drogą, uczynienie bohaterem postaci tak nijakiej uznałbym za wyraz odwagi pisarza. Mason postawił przed sobą trudne zadanie, ale moim zdaniem zaliczył je przynajmniej zadowalająco.
    Koniec końców, Zimowy żołnierz Masona jest nieco inną książką od pozostały powieści historyczno-obyczajowych, które ostatnio pojawiają się na naszym rynku. Może nie wybitną, ale na pewno wartą lektury, choćby po to aby dowiedzieć się, jak amerykański pisarz poradził sobie z polskimi realiami i historią sprzed ponad wieku.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza